czwartek, 31 października 2019

Razem jesteśmy silniejsi

Sarah J. Maas "Dziedzictwo Ognia"
Gdyby nie akcja na bookstagramie, z pewnością nie sięgnęłabym tak szybko po kolejne dzieło Maas. Jak mogliście przeczytać tutaj, Korona w Mroku nie zasługiwała moim zdaniem na tak wysokie oceny, jakie otrzymała. Przełożyło się to na moje sceptyczne nastawienie do trzeciego tomu serii - tym razem jednak autorka ta po raz kolejny mnie zaskoczyła.
Co z pewnością należy serii Szklany Tron oddać, to fakt, iż każdy tom posuwa akcję do przodu, nie roztrząsając po wielokroć tych samych kwestii i nie ciągnąc w nieskończoność tych samych wątków. Dziedzictwo Ognia to odmiana w zestawieniu z dwoma poprzednimi tomami; to, co znaliśmy do tej pory, zostaje zepchnięte na drugi plan; autorka przedstawia nam nowy świat, którego do tej pory nie znaliśmy, co sprawia, że w czytelnikach rośnie ci
ekawość. Przedstawia nam krainy oraz istoty, które do tej pory pozostawały niemal mitycznymi, i to wcale nie w sposób przewidywalny oraz schematyczny, jak można by się tego spodziewać. Wszystko dopracowuje, lecz nadmiarem szczegółów nie przytłacza treści powieści, zachowując wręcz idealną równowagę. Będę zatem powtarzać to, co mówię od przeczytania pierwszej części cyklu - pod względem świata przedstawionego seria ta prezentuje się nad wyraz dobrze.
Po raz kolejny powieść rozłożona zostaje na wiele wątków - i chociaż stanowią kontynuację tych rozpoczętych w poprzednich tomach, nie są tą samą historią nieustannie ciągniętą - wszystko ulega zmianie, akcja jest dynamiczna, a przeplatane historia opowiadana z przeróżnych perspektyw buduje napięcie. Dość mocno we znaki daje się jednak schemat zawiązanie akcji-punkt kulminacyjny-(przeciągnięte) rozwiązanie akcji. Wszystko rozpoczynało się powoli, stopniowo rosło zainteresowanie przedstawionymi wydarzeniami, aż do momentu, gdy rozstrzygnąć się miało wiele kwestii. Ów moment minął i, jak to często bywa, napięcie gwałtownie zmalało, z kolei stron pozostało całkiem sporo, a co za tym idzie - końcowa część książki zbytnio się dłużyła. Czasami niemalże niemożliwym jest uniknięcie takiej sytuacji, lecz w tym przypadku fragment ten mógłby zostać skrócony, na czym treść niekoniecznie by ucierpiała.
Poprzednim częściom sagi bez cienia wątpliwości przypięłabym łatkę "fabuła ciągnie bohaterów", czego nie spotyka się często (w przeciwieństwie do świetnie wykreowanej postaci obok kiepskiej fabuły), tym razem jednak coś w tym kierunku ruszyło. Główna bohaterka - Celaena jak dotąd przytłaczała wręcz swą perfekcyjnością pod każdym możliwym względem (czyżby Mary Sue?), lecz w Dziedzictwie Ognia została ukazana w zupełnie innym świetle. Nie tyle sama postać, co wydarzenia sprawiły, iż stała się ona zupełnie znośna. Nareszcie jej przeszłość przestaje być dla nas zagadką, co może nie tyle wzbudza w nas sympatię, co zrozumienie. Znani nam już Chaol oraz Dorian nieco wyłamują się ze swoich schematów. Kluczową rolę odegrało jednak wprowadzenie zupełnie nowych bohaterów - trzeci tom to odpowiedni etap na tzw. "powiew świeżości". Chociaż nie poznajemy ich aż tak dobrze, można się spodziewać, iż skrywają w sobie intrygujące historie, które dodatkowo wzbogacą serię w kolejnych jej częściach.
Niezwykle we znaki dawał mi się język stosowany przez autorkę. Momentami zakrawał niemalże na prostacki, co kładzie się cieniem na całokształt powieści. Zdarzyło mi się odczuć delikatne zażenowanie w styczności z tym stylem pisania, co stanowi dla mnie ogromny minus książki. Mam również wrażenie, że, jakkolwiek w poprzednich częściach nie zwróciłam na ten aspekt aż takiej uwagi tak, tutaj wręcz rzucał się w oczy.
Pozostaje jeszcze kwestia, której staram się nie poruszać w przypadku literatury młodzieżowej, ponieważ za każdym razem staje na tym samym - są książki, które zajmują moje myśli jeszcze na długo po ich przeczytaniu. Nie dzieje się tak jednak w przypadku wspomnianych młodzieżówek, z Dziedzictwem Ognia włącznie. Wraz z zamknięciem tomu momentalnie kończę moją przygodę z daną powieścią, jakbym o niej zupełnie zapomniała i nic dla mnie nie znaczyła. Jak już jednak wspomniałam, nie wymagam w tym zakresie nic od tego gatunku, tak więc nie wpływa to na moją ocenę.
Reasumując, Dziedzictwo Ognia to powieść, która zaskoczyła mnie, i to na plus. Z pewnością wpłynie ona na ocenę całej sagi, którą teraz mogę polecić jako dobrą fantastykę młodzieżową. Autorka zdaje się poprawiać prawie wszystko to, co w mniejszym lub większym stopniu ubolewało w poprzednich tomach. Książka angażuje i wciąga, wybija się ponad inne z tej kategorii. Wspomniane przeze mnie negatywy sprawiają, iż końca ocena to 8/10, co pozostaje oczywiście świetnym rezultatem.

A co wy sądzicie? Powieść ponadprzeciętna, czy wręcz przeciwnie?

piątek, 18 października 2019

Podsumowanie września

Który dzisiaj jest? 17 października? 18?
Tak, przyznaję, w ostatnim czasie zaniedbałam tego bloga. Jeżeli ktoś obserwuje mnie na Instagramie, wie, że w moim życiu dosyć sporo się działo, a obowiązki związane ze szkołą spadły na mnie niczym grom z jasnego nieba. Niemniej, lepiej późno niż wcale, prawda?
Jak się tego spodziewałam, mój rezultat z tego miesiąca nie prezentuje się najlepiej. Chociaż zaczęłam m.in. Hamleta czy Pana Tadeusza (tak, wiem, że są to lektury szkolne, lecz książka to książka) udało mi się w całości przeczytać jedynie dwie książki - "Dziedzictwo Ognia" oraz "Nowy wspaniały świat". Recenzja drugiego tytułu pojawiła się już jakiś czas temu, z kolei na temat trzeciego tomu Szklanego Tronu już niedługo się wypowiem (tak, wiem, że wiele recenzji obiecywałam, a wciąż się nie pojawiły, jednakże tym razem zamierzam dotrzymać słowa).
Jeżeli chodzi o ocenę punktową:

  • Nowy wspaniały świat - 7,5/10; ta książka nie ujęła mnie na tyle, by przyznać jej 8, jednakże 7 to za mało (ehh, typowa baba);
  • Dziedzictwo Ognia - po poprzedniej części byłam nastawiona sceptycznie, wręcz bardzo sceptycznie; powieść jednak przeszła moje oczekiwania i z czystym sumieniem mogę ocenić ją na 8/10;

Zaliczyłam również podejście do Gildii Magów (obecnie jest już skończona, jednak ten post to nie miejsce dla niej), która niezwykle mnie znużyłam - do tego stopnia, iż nie byłam w stanie dokończyć jej we wrześniu.
Z kolei w przypadku filmów oraz seriali powiem wprost - szkoda gadać. Obejrzałam jedynie trzecią część Iron Mana, która całkiem mi się podobała. Wybrałam się do kina na To Rozdział 2 i... zasnęłam. Nie, że się nudziłam - byłam bardzo zmęczona. Chcę ponownie obejrzeć ostatnią godzinę, jednak póki co się za to nie zabrałam. Wydaje mi się również, że nie obejrzałam ani jednego odcinka jakiegokolwiek serialu. Ostrzegałam, że można się załamać.
To chyba najkrótszy post, jaki do tej pory napisałam. Cóż jednak miałam zrobić?
Jak wy się trzymacie? Umiecie pogodzić czytanie i/lub oglądanie ze szkołą/studiami/pracą? Chyba zbyt późno na pytanie o wrześniowy rezultat, więc pominę ten aspekt - jak wam idzie w październiku? Ile już przeczytane, co macie w planach?