niedziela, 29 grudnia 2019

Nigdy nie przepraszaj za to, kim jesteś

Brandon Sanderson "Rytmatysta"
Książkę tę w oryginale kupiłam na długo przed wydaniem polskiej wersji językowej - cały czas coś mnie od niej odrzucało - opis, który wydawał się łudząco podobny do kilku innych pozycji, od Harry'ego Pottera począwszy. Kto wie, czy natychmiast po zwróceniu na to uwagi nie odłożyłabym jej z powrotem na półkę w księgarni, gdyby nie nazwisko autora. Sanderson bowiem został okrzyknięty tym, kto w dwudziestym pierwszym wieku nadal jest w stanie wprowadzić coś nowego do gatunku przepełnionego różnorodnymi pozycjami. Nadszedł czas, by się przekonać, czy udało mu się to również w przypadku jednego z najbardziej przesyconych gatunków, pełnego kopii i schematów - fantastyki młodzieżowej.

***

Przenosimy się na jedną ze Zjednoczonych Wysp. Autor wcale nie kryje się z faktem, iż odpowiadają one dzisiejszym Stanom Zjednoczonym Ameryki. Akcja ma miejsce w renomowanej szkole Armedius, do której uczęszczają zarówno zwyczajni ludzie, jak i Rytmatyści - wybrani przez Mistrza, by służyć ludzkości obroną przed kreaturami zamieszkującymi odległe zakątki Wysp. Wszystko to, co obecne w fantastyce - dramatyzm, napięcie, epickość - zostaje przeniesione na dwuwymiarową płaszczyznę, miecze zamienione na kawałki kredy, a pojedynki w geometryczne kompozycje wymagające skupienia oraz precyzji. Zwykli ludzie nie są w stanie nadać im pożądanych właściwości - w przeciwieństwie do Rytmatystów. To w ich mocy leży chronienie reszty przed dzikimi kredowcami czającymi się w Nebrasce. Rytmatyka jednak nie sprowadza się jedynie do konstrukcji - okazuje się być niezwykle rozbudowaną dziedziną nauki. a pierwszy tom serii pozwala nam uchylić jedynie rąbka tajemnicy, którą pozostaje owiana. Na pozór nieciekawy lub groteskowy, świat ten okazuje się niezwykle oryginalny, dopracowany oraz intrygujący. To ogromny plus powieści - niestety, również jeden z niewielu.

***

W szkole Armedius, zaczynają znikać najlepsi uczniowie - Rytmatyści, a miejsca, w których widziano ich po raz ostatni, wyglądają naprawdę podejrzanie. Tymczasem Joel - główny bohater, zwyczajny uczeń - chwyta się wszystkich możliwości nauki dziedziny, której jest w stanie poświęcić całe swe życie - Rytmatyce. Wydaje się, że fabule nie mamy zbyt wiele do zarzucenia - fantastyka przeplatana z elementami kryminału i tajemnicy, wielowątkowość, wzbogacona o niebanalny świat przedstawiony wydaje się na pierwszy rzut oka ciekawa. W trakcie lektury jednak wychodzi na jaw, iż cała historia nie jest zbyt zajmująca czy angażująca. Wprawdzie nie jest tragicznie, jeśli chodzi o przewidywalność - o ile rozwiązań niektórych wątków można było się spodziewać, o tyle inne budzą wątpliwości lub nawet pozostają zagadką aż do samego końca. Cóż jednak z tego, jeżeli czytelnika wcale owo zakończenie specjalnie nie interesuje? Co w takim razie jest tego przyczyną? Odpowiedzi nie należy szukać daleko - bohaterowie.

***

Wspomniany już Joel może zostać opisany słowami "zwykły książkowy bohater" - one bowiem oddają całą jego osobowość. Nie należy do osób specjalnie towarzyskich, za to jest w stu procentach oddany swej pasji. Melody, jego przyjaciółka, to z kolei nieudolna Rytmatystka, czarna owca w rodzinie. Większość ich interakcji, a właściwie cała relacja zdaje się wymuszona i sztuczna. Istotną rolę pełnią również dwaj profesorowie - jeden z nich posiada ogromne doświadczenie oraz wiedzę merytoryczną, jest serdeczny i łagodny, lecz boi się konfrontacji, za co przyszło mu drogo zapłacić. Drugi z kolei jest młody,wrócił z frontu w Nebrasce, w związku z czym walka nie jest mu straszna. Jego postać roztacza wokół siebie mrok, tajemnicę, niepewność co do intencji. Bohaterowie albo zdają się posiadać wyróżniającej się osobowości, albo sprawiają wrażenie, że spotykamy się z tą samą osobą, która pojawia się w innych książkach, zmieniając swe imię oraz wiek. W niektórych przypadkach nawiązania do innych powieści zdawały się wręcz kłuć w oczy, i bynajmniej nie należało to do przyjemnych wrażeń. Praktycznie żadna z postaci nie wzbudziła mej sympatii, a, co za tym idzie, ich losy pozostały mi obojętne.

***

O polskiej wersji językowej nie jestem w stanie wiele powiedzieć z wiadomych względów, natomiast w oryginale warsztat autora nie pozostawiał wiele do życzenia. Wprawdzie w przypadku Archiwum Burzowego Światła prezentował się dużo lepiej, miał swój charakter, tutaj został on nieco zatarty, jednak nadal pozostało wiele z precyzji i konkretu zamiast szczegółowych opisów, który naprawdę przypadł mi do gustu. Sanderson już nieraz udowodnił, że do wykreowania szczegółowego świata nie jest mu potrzebny nadmiar kwiecistych opisów

***

Rytmatysta nie należy do książek, które zapadły mi w pamięć. Wątpię, bym sięgnęła po kolejne części, gdy te się ukażą. Jedyne, co jest w stanie uratować ją od określenia "przeciętna", to naprawdę oryginalny pomysł na świat przedstawiony. Nieciekawa fabuła, niczym niewyróżniający się bohaterowie przyćmili go jednak na tyle, że nie jestem w stanie przyznać książce oceny wyższej niż 5/10. Sanderson pokazał, że jest mistrzem w przypadku długich, obszernych powieści, lecz przy pisaniu krótkich marnuje jedynie swój olbrzymi potencjał. (jedyny do tej pory znany mi wyjątek to Legion, którego recenzję znajdziecie tutaj)


Czytaliście? Chętnie dowiem się, co wy sądzicie na temat tej książki!

wtorek, 3 grudnia 2019

Podsumowanie listopada

Kolejny miesiąc za nami, a ja najwyraźniej zapadłam już w sen zimowy...
Choć przyznać muszę, iż w porównaniu do dwóch poprzednich, ten miesiąc wypada całkiem nieźle, aczkolwiek z recenzjami się wyłożyłam, i to po całości. Cóż, czas przestać narzekać i zacząć nadrabiać zaległości! 
A także przejść do konkretów:
W listopadzie przeczytałam 4 książki (wprawdzie jedną kończyłam, a dwie inne zaczęłam, ale nie rozdrabniajmy się), z kolei stron 1426.
Jeśli zaś chodzi o poszczególne pozycje:

  • Chciwość
Na temat tej książki nie będę się zbytnio rozpisywać - recenzja już od jakiegoś czasu znajduje się tutaj.


  • Hamlet
Ściśle rzecz ujmując, książkę tę skończyłam na początku listopada. Jak możecie się spodziewać, powinnam to zrobić dużo wcześniej, jednak tak to jest, gdy nauczyciel każe ci coś omówić na własną rękę - cóż, lepiej późno niż wcale. Jeśli zaś chodzi o samą książkę - podobała mi się zdecydowanie bardziej niż Makbet, którego wprost nie znoszę. Nigdy nie byłam i najprawdopodobniej nie będę fanką szekspirowskiego pióra - coś jest albo w jego warsztacie, albo w samej formie dramatu, co nieustannie mi wadzi. Jednakże do historii samej w sobie ciężko mi się przyczepić - naprawdę przypadła mi do gustu.


  • The Rithmatist
Czyli oryginalna wersja Rytmatysty. Nie chcę zbyt wiele zdradzać, ponieważ recenzja jest w trakcie pisania - powiem tylko, że jakkolwiek Sanderson świetnie odnajduje się w pisaniu olbrzymich tomów, których rozmiar potrafi utrudnić czytanie (na szczęście zawartość rekompensuje to z nawiązką), tak krótsze powieści raczej nie należą do jego najlepszych stron. Trudno mówić, że jest to książka bardzo zła - obiektywnie rzecz biorąc, jest niezła. Lecz, kto czytał, ten wie, iż stać tego autora na dużo więcej.


  • Krew Elfów
Nareszcie czytam Wiedźmina, choć wciąż nie dociera do mnie, dlaczego przekonanie się do tej serii zabrało mi aż tak wiele czasu. Przyznam się, że przepadłam całkowicie - choć od jej wydania minęło już trochę czasu, nadal stanowi pewną oryginalność wśród swego gatunku. Choć słyszałam, że u innych różnie bywało, ja nieustannie czułam, hm.. "słowiański" klimat? Mam nadzieję, że wiecie, co mam na myśli. Nad recenzją również jeszcze pracuję, lecz pojawi się w najbliższym czasie!


Jeśli zaś chodzi o filmy i seriale - stwierdziłam, iż rezygnuję z tej części. W ostatnim czasie i tak nie udało mi się napisać żadnej recenzji, a próbowałam nieraz. Jeśli znajdzie się coś wartego uwagi, wspomnę o tym w podsumowaniu miesiąca, może jakąś opinię uda mi się tu opublikować, jednak nie chcę traktować tego jako coś zobowiązującego - cóż, zakładając bloga, nieco inaczej (z pewnością pokaźniej) prezentował się wolny czas, jaki miałam do dyspozycji. Nie jestem w stanie pogodzić ze sobą wszystkiego, więc pewne rzeczy trzeba sobie odpuścić.
Z dość optymistycznym nastrojem zaczynam kolejny miesiąc - grudzień bowiem oznacza święta, a co za tym idzie - znacznie więcej czasu, który można poświęcić na czytanie książek. Lecz na to wszystko musimy jeszcze poczekać...

Jakie są wasze plany czytelnicze na grudzień?