niedziela, 22 września 2019

O, nowy wspaniały świecie

A. Huxley "Nowy wspaniały świat"
Wyobraźcie sobie miejsce, gdzie każdy jest szczęśliwy ze swojego życia oaz tego, jakie role przyszło mu pełnić. Wyobraźcie sobie czas, gdy nikt nikomu nie zazdrości; gdy nie ma wojen, konfliktów ani uprzedzeń, a na każde nieszczęście istnieje rada. Nie istnieją smutki związane ze stratą bliskich osób czy rozstania z partnerem; nikt nie cierpi z powodu kompleksów, nikomu nie doskwiera żadna poważna choroba. Czyż nie o tym marzymy? Jakim więc prawem nazywamy tę książkę antyutopią?
Aldous Huxley zabiera nas w odwiedziny do Republiki Świata, roku 2541 (lub 632r. Ery Forda). Jest to państwo, w którym społeczeństwo podzielone jest na kasty - alfy, bety, gammy, delty oraz epsilony. Dzieci rodzą się w sztuczny sposób zwany wybutlacją. Nie istnieje pojęcie rodziny, matki, ojca, starości. Wszelakie teksty kultury sprzed Ery Forda zostały zniszczone, a za pomocą różnych technik od narodzin przygotowuje się każdego do życia w społeczeństwie i pełnienia określonej roli. W rezultacie utworzono cywilizację ludzkich maszyn, którzy napędzają państwową gospodarkę, lecz w wolnych chwilach nie sprawiają problemów, zażywając powszechnie znany i ceniony narkotyk - somę. Zniknęły religie - jest tylko jedno "bóstwo" czczone przez każdego - Henry Ford, którego filozofia stanowiła fundamenty do zbudowania Republiki.
Ukazany nam zostaje świat działający niemal perfekcyjnie - świetnie dopracowany mechanizm, który sprawdza się od wielu lat - umysły i wola wszystkich skupione w rękach kilku jednostek. Wszystko dopięte na ostatni guzik, tak, by nikt nie wyłamał się ze schematu, a jeżeli już - aby nikt inny nie podążył jego śladem. Na początku trudno się w nim połapać, lecz z kolejnymi stronami zaczynamy rozumieć owe mechanizmy, które z jednej strony nas przerażają, z drugiej zaś podziwiamy, jak idealnie działają. Ogół świata przedstawionego prezentuje się bardzo dobrze - nie zachwycająco, lecz trudno się do czegokolwiek przyczepić.
Trudno wyodrębnić wątek główny - z początku przeplatane są historie, które przedstawiają nam Republikę Świata - szkolenie studentów czy rozmowy między obywatelami. Dopiero później jedna z postaci wysuwa się na pierwszy plan - Bernard Marks, który, mimo przynależenia do najwyższej kasty, poprzez prawdopodobny błąd przy zapładnianiu posiada pewien mankament fizyczny - jest niski, co sprawia, że nie jest szanowany tak, jakby się tego należało spodziewać. Stara się nie żyć zgodnie ze zwyczajami i kulturą Republiki, co powoduje jeszcze większe obiekcje wobec jego osoby ze strony innych. Pewnego razu postanawia udać się wraz z Leniną Crowne do rezerwatu - jedynego miejsca na ziemi, którego nie dosięgnęła potęga Republiki. Kultywuje się tam tradycje sprzed setek lat, wyznaje zupełnie inne wartości, lecz także żyje w ubóstwie, obcuje z chorobami oraz śmiercią. Z tego zaczyna wyłaniać nam się krótka, lecz niejednowątkowa historia, w dodatku niejednoznaczna, co służy budowaniu napięcia. Niektóre z wątków rozwiązane zostały w dość niekonwencjonalny sposób, co jest zdecydowanie zaletą książki.
Bernarda uważam za dobrze wykreowaną postać - należy dodać, iż nie jest to bohater czy idealista, lecz oportunista. Czasami przyda się trochę odmiany, zwłaszcza, gdy mamy dość odważnych bohaterów walczących o najwyższe cele. Lenina z kolei służy jako idealny przykład osoby zmanipulowanej przez system - trudno powiedzieć cokolwiek o jej charakterze, ma się bowiem wrażenie, iż to tylko nakręcana lalka powtarzająca te same frazesy. Pozbawiona uczuć oraz osobowości. Następnie pojawia się jeszcze John, żyjący od dziecka w rezerwacie, ściągnięty do nowego wspaniałego świata; jego postać nie tylko wprowadza do powieści tragizm, lecz także stanowi uosobienie kontrastu między tymi dwoma światami - Republiką oraz rezerwatem. Nie są to jednak bohaterowie, z którymi możemy się utożsamiać, których losy będą dla nas priorytetem, dla których chce nam się czytać dalej - stanowią raczej element świata przedstawionego oraz fabuły i je dopełniają.
Lektura obfituje w powtarzane nieustannie frazesy oraz dialogi, które w dzisiejszych czasach zdają się brzmieć jak wypowiedź szaleńca. Pozbawione emocji, choć słowo "szczęśliwość" występuje tak często. Wszystkie przedstawione sentencje stanowiły zaprzeczenie dla wyznawanych przez nas wartości. Chłód i spokój, z jakim wypowiadane są niektóre kwestie są wręcz wstrząsające. Całość wraz z pragmatycznym stylem pisania idealnie wkomponowana została w treść książki, tworząc spójną powieść i historię, wobec której trudno pozostać obojętnym.
Nowy wspaniały świat to przede wszystkim pozycja, która skłania do refleksji. Chociaż przedstawione wydarzenia zdają się być odległymi, to trudno nazwać je niemożliwymi do spełnienia się. Za dodatkowy atut można uznać również fakt, iż pisana była jeszcze w poprzednim stuleciu, a wciąż szokuje i daje do myślenia.
Nie jest to książka, którą uważam za arcydzieło, niemniej w pełni zgadzam się, z tym, iż zaliczana jest do wąskiego grona klasyków dystopii, a co za tym idzie, trzeba ją przeczytać. Nie tylko ze względu na sam aspekt literacki - również ku przestrodze.

czwartek, 5 września 2019

Podsumowanie sierpnia

Muszę przyznać, że mimo dłuższego wyjazdu, sierpień przebiegł u mnie zdecydowanie bardziej owocnie niż lipiec. Nie przedłużając, przejdźmy do zasadniczego podsumowania.
Jeśli chodzi o książki, przeczytałam ich siedem oraz zaczęłam czytać dwie. Rozpiska prezentuje się następująco:
Zwiadowcy Księga 8. Królowie Clonmelu John Flanagan - moja ocena to 7/10, recenzję możecie znaleźć na blogu ;)
Triumf. Upadek. Powrót do życia. Sven Hannawald, Urlich Pramann - chociaż tę książkę uważam za niezłą, to nie spełniła moich oczekiwań, daję 6/10; szczegółowa opinia również już się pojawiła
Korona w Mroku Sarah J. Maas - podobnie, jak wyżej - ocena taka sama, a recenzja również została już opublikowana
Zwiadowcy Księga 9. Halt w niebezpieczeństwie John Flanagan - tutaj nieco lepiej, moja ocena to 8/10; zapraszam również do przeczytania recenzji
Światło, którego nie widać Anthony Doerr - jedna z lepszych książek, jakie czytałam w te wakacje, oceniłam 9//10; jeżeli chcecie wiedzieć coś więcej, zapraszam tutaj
Nawałnica Mieczy Tom I Stal i Śnieg George R. R. Martin - to zdecydowanie najlepsza pozycja, po jaką przyszło mi sięgnąć - nie chcę się rozpisywać, ponieważ (podobnie, jak w poprzednich przypadkach) recenzja jest już na blogu
To nie jest kraj dla starych ludzi Cormac McCarthy - w tym przypadku recenzji nie ma, lecz pojawi się wkrótce; co do oceny - 5/10
Zaczęłam czytać Słowa Światłości Brandona Sandersona oraz Gildię Magów Trudi Canavan. Jeżeli chodzi o TBR, to myślę, że nie jest źle (możecie go znaleźć tutaj). Według prowadzonego przeze mnie kalendarza przeczytanych stron na Instagramie, mój wynik to 3 107 stron, co również uważam za dobry rezultat i jestem z siebie zadowolona.
Jeżeli chodzi o seriale, obejrzałam łącznie 23 odcinki, co daje w przybliżeniu 1 150min. Wynik taki sobie. Obejrzałam Młodego Papieża, dokończyłam trzeci sezon Opowieści Podręcznej, pierwszy sezon Peaky Blinders oraz pojedyncze epizody Mindhuntera, House of Cards oraz Sherlocka.
Nie powiem, by było tragicznie, lecz za dobry rezultat również ciężko to uznać. Żeby chociaż trochę odkupić swoje winy, przygotowałam krótkie omówienia:
Młody Papież - miałam naprawdę niemały problem z jednoznaczną oceną tej produkcji; z pewnością skłania do myślenia, ale i budzić kontrowersje, wiele aspektów można interpretować wielorako - nie jest to ani serial religijny, ani coś w rodzaju Kleru;  ze względu na oryginalność, bardzo dobrą realizację pomysłu, wspaniałą grę aktorską oraz świetne kadry i genialną ścieżkę dźwiękową moja ocena to 8/10
Opowieść Podręcznej sezon 3. - zaczęło się nijak, wszystkie nadzieje wzbudzone wraz z zapowiedziami zostały pogrzebane, gdy przez pierwsze kilka odcinków nie działo się nic, a najmocniejszym punktem serialu były dialogi, które może i dobrze brzmiały, lecz nie wnosiły nic do fabuły; następnie, od feralnego odcinka dziewiątego (czterdzieści minut zajęło twórcom to, co można by z łatwością zmieścić w dziesięciu) coś się zmieniło - zwyczajnie zaczęło się dziać; ostatnie kilka odcinków oglądało się świetnie, choć rzucały się też w oczy mniejsze lub większe błędy logiczne; na plus zaliczam ścieżkę dźwiękową, a cały sezon oceniam na 5/10 - w końcu tylko połowę można uznać za udaną.
Peaky Blinders sezon 1. - to najprawdopodobniej odkrycie tego lata' słyszałam wiele dobrych opinii, lecz nie sądziłam, że serial aż tak mi się spodoba - byłam przekonana, iż ta tematyka to zupełnie nie moja bajka; widz od samego początku się nie nudzi, lecz nie zostaje też przytłoczony natłokiem wątków i postaci' dodatkowo należy wspomnieć o świetnie wykreowanym klimacie Anglii z lat 20. XXw., przepięknych kadrach i bardzo dobrze wpasowanej ścieżce dźwiękowej; z pewnością kontynuuję oglądanie i mam nadzieję, że kolejne sezony trzymają poziom.
Czas na ostatnią część - filmy. Cóż, jak na mnie, jest nieźle, lecz nie jest to oszałamiający rezultat. Obejrzałam w tym miesiącu 5 produkcji, z czego każda z nich to kolejna część Marvel Cinematic Universe - Incredible HulkIron Man 2ThorKapitan Ameryka: Pierwsze StarcieAvengers.
Jeżeli chodzi o całą pierwszą fazę MCU - bardzo podobał mi się Iron Man, na temat którego już wypowiedziałam się tutaj. Kolejna część zdecydowanie nie przypadła mi do gustu - film akcji, w którym brakowało akcji. Następnie kontynuacja historii Tony'ego Starka, która jednak nie udała się tk, jak poprzednia, lecz można ją uznać za dobry film. Produkcja o Thorze podobała mi się, choć został dość nisko oceniony np. na Filmwebie - przypadły mi do gustu wyraźniejsze elementy fantastyki, a scenę skradł świetnie wszystkim znany antagonista - Loki. Filmu o Kapitanie Ameryce nie mogę ocenić pozytywnie - dziwny ciąg przyczynowo-skutkowy, rozwiązania niczym z fanfiction, nieodpowiednie przedstawienie II Wojny Światowej, a całą produkcję ratuje jedynie zakończenie. Znakomitym finałem fazy okazała się pierwsza odsłona Avengers - ten film trafił na listę moich ulubionych i zachęcił do obejrzenia drugiej fazy.
Ogółem rzecz biorąc, jestem zadowolona z tego, ile przeczytałam oraz obejrzałam w sierpniu. Nie zrealizowałam całego TBR na wakacje, lecz wynik uważam za naprawdę dobry, biorąc pod uwagę czas, jakim dysponowałam.
Jak wyglądał sierpień u was? Jesteście z siebie zadowoleni?