piątek, 9 sierpnia 2019

Nie zmarnuj swojego życia

"Iron Man" reż. John Favreau
Ostatnio coraz częściej słyszę pytania, czy jestem fanką Marvela. Głupio się przyznać, iż nie oglądałam żadnego z filmów, a o komiksach wiem tylko tyle, że istnieją. Na wakacje postawiłam sobie cel - obejrzeć wszystkie produkcje z uniwersum Marvel Cinematic Universe. Cóż, na razie mam za sobą jedynie pierwszą z nich, lecz z pewnością nie jest to moja ostatnia przygoda z MCU.
Tony Stark odziedziczył po ojcu olbrzymie przedsiębiorstwo zajmujące się produkcją nowoczesnej broni oraz niezwykły talent inżynieryjny. Jest miliarderem, żyje niczym młody bóg dopóki przez dość nieszczęśliwą serię zdarzeń dostrzega, jak produkowana przez niego broń jest stosowana i w czyje ręce wpada, co odmienia jego światopogląd oraz system wartości.
Rzecz dzieje się na samym początku w futurystycznych Stanach Zjednoczonych oraz momentami w Afganistanie, gdzie trwa wojna. Co warto dodać, hipotetycznie rzecz biorąc, w bliżej nieokreślonej przyszłości mogłyby mieć miejsce, więc bez cienia wątpliwości film można przypisać do kategorii science-fiction. Następuje tu dość ciekawa konfrontacja - nowoczesna metropolia pełna wieżowców, oświetlona, wzbogacona dodatkowo innowacyjnymi wynalazkami; druga strona medalu to z kolei państwo od wielu lat targane konfliktami zbrojnymi, rozległe pustynne krajobrazy, wojskowe baraki, a w tym wszystkim nowoczesne maszyny wyprodukowane przez Stark Industries. 
Jak przystało na amerykańskie kino, produkcja obfituje w wysokobudżetowe kadry, dzięki czemu po prostu dobrze się ją ogląda; co więcej - zachowane są w odpowiednich proporcjach do fabuły, tak, by jej nie przysłaniały, a stanowiły spójną całość.
Sama historia nie należy raczej do zawiłych i skomplikowanych, w końcu to kino akcji, producenci stawiają na szybkie tempo wydarzeń, duże napięcie oraz natłok emocji, a widzowie tego oczekują. Zakończenie oraz zwroty akcji należą raczej do przewidywalnych, nie można jednak stwierdzić, iż Iron Man to tylko sklejka nieźle wyglądających scen strzelanin i bijatyk, która oprócz dwugodzinnej rozrywki nic nam nie dostarcza. Występuje tu bowiem wątek samej postaci Tony'ego, jego przemiany, ewolucji bohatera, która, choć w przekazie nie jest raczej skomplikowana, powinna utkwić nam w sercu. Nie zmarnuj swojego życia.
Film ten zaliczyć uznać można za Teatr jednego aktora - Robert Downey Jr. spisał się fantastycznie w roli Iron Mana. Chociaż Gwenyth Paltrow, Jeff Bridges czy Terrence Howard również nie zawiedli, to Downey przyćmiewa ich wszystkich. Sam Tony Stark to bohater charyzmatyczny, od pierwszej minuty budzący sympatię, a jego przemiana sprawia, że tym bardziej da się lubić. Ważną rolę odegrali też wujek Tony'ego oraz jego asystentka, jednak wobec nich mam neutralne uczucia, chociaż aktorzy zrobili, co do nich należało. Ci bohaterowie ani mnie specjalnie nie denerwują, ani też nie porywają. Po prostu są. 
Jak już wspomniałam, film spełnia wymogi kina sensacyjnego - wartka akcja, napięcie oraz emocje. Czasami wywołuje uśmiech na twarzy poprzez zabawną wypowiedź, jednak nie targa uczuciami - nie w tym jego rola. Klimat, jakiego oczekiwałam, został zachowany, ścieżka dźwiękowa go podtrzymuje, lecz nie można powiedzieć, iż jest nadzwyczajna - szczerze mówiąc, nie zapadła mi zbytnio w pamięć.
Ogólnie rzecz biorąc, cały film mogłabym określić mianem "spełniający oczekiwania" - nie wychyla się ani w jedną, ani w drugą stronę. Dostajemy pełnokrwiste kino akcji, które jednak mimo rozrywki daje nam coś więcej - nieskomplikowane, nieukryte, lecz ważne przesłanie. Moje pierwsze zetknięcie z Marvel Cinematic Universe uważam za udane i z pewnością będę kontynuować zgłębianie tego uniwersum. Uważam, iż ocena 7,5/10 jest jak najbardziej adekwatna. 

Jak wygląda wasza przygoda z Marvelem? Jesteście zagorzałymi fanami, jeszcze nie mieliście styczności z filmami, a może nie przypadły wam do gustu? Piszcie, co myślicie w komentarzach!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz